środa, 5 czerwca 2013

"Nowe oblicze Greya" - E.L. James

Tytuł: Nowe oblicze Greya
Tytuł oryginału: Fifty Shades Freed
Autor: E.L. James
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: styczeń 2013
Liczba stron: 688
Tematyka: Literatura erotyczna, współczesna, zagraniczna
Ocena: 2/10

Dzielnie przebrnąłeś przez pierwsze dwa tomy kontrowersyjnej serii o „czarującym” Christianie Greyu i jego „przeuroczej” wybrance serca Antastasii Steele? W takim razie nie pozostaje Ci nic innego jak tylko zapoznać się z ostatnim tomem cyklu i (nareszcie!) pozostawić całą tą mdłą historię daleko za sobą. Jednak przed rozpoczęciem lektury gorąco polecam zaopatrzyć się w ogromne ilości insuliny, ponieważ wasz poziom cukru może bardzo niebezpiecznie wzrosnąć.

Brązowowłosa Ana dokonała rzeczy niemożliwej – rozkochała w sobie i usidliła największego oraz najprzystojniejszego biznesmena w Seattle. Miłość tych dwojga nieustannie kwitnie i tym samym po zaledwie trzymiesięcznej znajomości para staje na ślubnym kobiercu. Jak podkreśla autorka książki, bohaterka zawdzięcza to swemu krnąbrnemu i nieuległemu charakterowi, który oczarował młodego miliardera. Nawiasem mówiąc, według mnie jest niebotycznie śmieszne, ponieważ za każdym razem, gdy Ana musi zmierzyć się z gniewem swojego już małżonka, wręcz trzęsie portkami i automatycznie się mu podporządkowuje.

„Nowe oblicze Greya” to książka, która nie wywołała we mnie żadnych emocji prócz jednej (za to bardzo intensywnej) – irytacji. Wraz z rozwojem akcji i kolejnymi stronami mój poziom rozdrażnienia rósł z minuty na minutę. W pewnym momencie miałam ochotę, pójść w ślady Pata, jednego z bohaterów popularnej w ostatnim czasie książki „Poradnik pozytywnego myślenia”, i bezceremonialnie wyrzucić utwór pani James przez okno. Powstrzymał mnie tylko fakt, że książkę pożyczyłam od znajomej, no i oczywiście szkoda byłoby mi wybijać szybę dla takiej, bardzo łagodnie mówiąc, powieści niskich lotów.

Książce nie pomaga nawet to, że autorka wyraźnie ograniczyła rolę nieodłącznej towarzyszki Any, czyli jej wewnętrznej bogini. Nie bójcie się jednak, „pustka” ta została zapełniona czymś innym. Mianowicie fragmenty, w których opisywane były wszelkie koziołki, salta i inne akrobatyczne wariacje wyimaginowanej istoty, mieszkającej w głowie głównej bohaterki, teraz zastępują pełne patosu wyznania miłości bohaterów. „Zawsze będę Cię kochać”, „Nigdy Cię nie opuszczę” i inne tego typu zapewnienia ich niesłychanego uczucia występują chyba na każdej stronie książki.

Co więcej boli mnie głupota fabuły „Nowego oblicza Greya”. Irracjonalna potrzeba kontroli Christiana, rozwiązywanie wszystkich problemów w łóżku, stała i nigdy niegasnąca ochota na seks, czułe słówka, ciągle te same teksty sprawiły, że książka wręcz zalatuje nudą. Ponadto kryminalny wątek z Jackiem Hydem w roli głównej jest do granic możliwości naciągany i najzwyczajniej w świecie bezsensowny.

Jak długo można wymyślać coraz to inne i bardziej wymyślne sceny cielesnych uniesień? No właśnie nie za długo. Odniosłam wrażenie, że nawet pani James zabrakło nieco pomysłów co do łóżkowych igraszek dwójki głównych bohaterów. Ich zbliżenia choć były częste to jednak wdarła się w nie rutyna i pewna schematyczność. Co ciekawe wielu miłosnych scen pisarka w ogóle nie opisuje. Czytelnik musi się zadowolić tylko zdawkowym tekstem w stylu „była to bardzo intensywna i namiętna noc”.

Pierwsze pozytywne wrażenie, które pojawiło się we mnie po lekturze tomu, rozpoczynającego cykl, minęło bezpowrotnie. Teraz mogę odetchnąć z ulgą i zostawić całą tę serię w najciemniejszych zakamarkach mojego umysłu, a najlepiej zupełnie o niej zapomnieć.

34 komentarze:

  1. Jestes dzielna :) Podziwiam Cię, że przebrnęłaś przez to ... hmm ...brakuje mi określeń na książkę ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam dokładnie takie samo zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja w ogóle nie miałam dobrego wrażenia jeśli chodzi o te książki.

    OdpowiedzUsuń
  4. A mi się trylogię Grey'a podobała ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Podziwiam Cię, że tak daleko zaszłaś:) Ja przeczytałam połowę pierwszego tomu, i nie chcę już mieć z tą trylogią nic wspólnego:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie rozumiem zachwytu nad tą książką, u mnie w pracy dziewczyny opowiadają o niej z wypiekami na twarzy... A to, że stała się bestsellerem - totalna zagadka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Również dobrnęłam do tej części, ale przyznam, że jednak dwójka w językowej wersji wypadła znacznie lepiej. Tutaj się nudziłam niemiłosiernie i przestałam zwracać szczególną uwagę na to, co się dzieje między Chrisem i Aną. A w pewnym momencie miałam nadzieję, że Anastasia pójdzie po rozum do głowy i zostawi tego nadętego... Nie skończę lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. "Lśnienie" było świetne! Na początku faktycznie trochę przymulało, ale jak już się dotarło do tej właściwej części opowieści, to była magia i kosmos. Teraz wychodzi druga część i już nie mogę się jej doczekać. Uważam, że nie warto się zniechęcać książką po przeczytaniu kilkudziesięciu, nawet stu stron, bo później może się okazać prawdziwą perłą. Miałam tak z "Bastionem" - rozkręcił się bodajże na 300 stronie, coś koło tego, a miał ponad 1000 stron. :) Także nie warto, mówię ci! :) Daj szansę Kingowi, ma mnóstwo prześwietnych pozycji, a "Lśnienie" to zdecydowanie nie ta najlepsza (wg mnie).

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam w planach całą serię by wyrobić swoje zdanie o niej.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciągle same negatywne recenzje na temat tej serii. Kiedyś przeczytam sama się przekonam jaka jest. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj, nie. JESZCZE nie dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Póki co nie zamierzam sięgać nawet po pierwszą książkę z tej serii. Recenzje (w tym i Twoja) w ogóle mnie do tego nie zachęcają, a poza tym nie gustuję w takich erotycznych tomiskach...

    OdpowiedzUsuń
  13. Trochę nie mój typ książki, jakoś na razie podobają mi się obyczajowe, albo choć troche oparte na faktach autentycznych.
    Brawo za wytrwałość w doczytaniu do końca ! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. i znalazłam kolejne powody, żeby po tę książkę nie sięgać, lubię jak mnie ktoś utwierdzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. hahaha... no ale jeszcze jednym plusem jest to, że nie ma więcej :) jestem ciekawa jak się zakończy alternatywa tej ksiązki od Pani Day, 3 cz. już wyszła, czekam na ebooka...

    OdpowiedzUsuń
  16. Pierwsza część jest tak samo wciągająca, co głupiutka, a dalej się czyta żeby zobaczyć jak się skończy, w tym chyba cały fenomen :)
    Zapraszam do siebie, dopiero zaczynam i jestem zupełnie nowym internetowym molem ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja nawet do niej nie podchodzę;D

    OdpowiedzUsuń
  18. Mnie osobiście cała trylogia Greya bardzo się podobała, choć to prawda, że od warsztatowej strony wszytko leży i kwiczy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Pierwsza część mnie zaciekawiła, więc przymykałam oczy na te błędy i dziwne pomysły autorki. Przy drugim tomie już dużo trudniej było mi udawać ślepotę. Jednak przy trzecim złamałam się i otworzyłam oczy... Zgodzę się z Tobą, że autorce zabrakło pomysłów i to nie tylko na igraszki miłosne. Ta część jest strasznie mdła. Książkę czytałam parę miesięcy temu, a ciągle mi w uszach dudni to "Panie Grey", "Pani Grey"... Znienawidziłam przez tę książkę słowo "naszykować"... Tyle rzeczy mnie w niej irytowało, że aż ciężko było mi się skupić na fabule:)

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja już od dłuższego czasu zastanawiam się, czy po nią nie sięgnąć. W bibliotece pewnie nie znajdę, a kasy żal.... No cóż, pozdrawiam ;))

    OdpowiedzUsuń
  21. JA jak na razie nie mogę się przekonać do tej książki;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nom w sumie to do tej całej serii :D

      Usuń
  22. Zazdroszczę, że dobrnęłaś tak daleko, ja jeszcze nie skończyłam pierwszego tomu a to dla mnie i tak już za dużo...

    OdpowiedzUsuń
  23. ja też jakimś cudem przeszłam przez to "dzieło" i podpisuję się pod twoją recenzją obiema rękoma!!

    OdpowiedzUsuń
  24. Też przeczytałam całą serię i pomimo że szybko się czytało, to to był jeden z jej niewielu plusów. Chociaż muszę przyznać, że najbardziej przypadła mi do gustu druga część, w której pojawił się całkiem ciekawy wątek byłej uległej. : D

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie, nie, nie... Tej serii raczej nie strawię...

    OdpowiedzUsuń
  26. Haha nie dziwi mnie Twoja niska ocena, dla mnie ta seria to jedno wielkie nieporozumienie

    OdpowiedzUsuń
  27. O serii oczywiście słyszałam, jednak nie miałam okazji zaznajomić się z twórczością tego autora. Widzę, że wiele złego mnie ominęło. ;x

    Pozdrawiam!
    www.okiem-recenzenta.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  28. Zaczęłam czytać pierwszą część, ale po pierwszej stronie (!!!) odpuściłam sobie. Język autorki mnie po prostu załamał, a ja nie lubię się męczyć czytaniem, Dlatego też stwierdziłam,że szkoda czasu na tą lekturę. Podziwiam,że dobrnęłaś do końca:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Przerwałam pierwszą część mniej więcej na 50 stronie, chociaż miałam ochotę dużo wcześniej. Miazga dla mózgu. A "wewnętrzna bogini" to dno dna ;) Gratulacje, musisz mieć stalowe nerwy, że dałaś radę dla zasady doczytać całą serię ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie czytałam tej serii i nie zamierzam. Przejrzałam tylko pierwszą część w bibliotece i stwierdziłam, ze to nie dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Heh, to jest ten typ książki, której bałbym się dotknąć nawet patykiem :) Wyrazy uznania, że przebrnęłaś przez ten twór powieściopodobny.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :* Na każdy postaram się odpowiedzieć :)