sobota, 5 maja 2012

"Purpura i czerń" - J. P. Gallagher

Tytuł: Purpura i czerń
Tytuł oryginału: The Scarlet and the Black
Autor: J. P. Gallagher
Wydawnictwo: Promic
Data wydania: listopad 2010
Liczba stron: 248
Tematyka: Literatura faktu, biografia, sensacja
Ocena: 7/10

Lubimy słuchać o strasznych zdarzeniach, jakie przytrafiają się drugiemu człowiekowi. Nie bez powodu literatura wojenna cieszy się tak dużą popularnością. Jednak w tej całej fascynacji okrucieństwem, często pomijamy i zapominamy o ludziach, którzy w tych trudnych czasach, z odwagą i poświęceniem nieśli pomoc bliźniemu. Do takich właśnie osób należał Hugh O'Flaherty zwany również Szkarłatnym Kwiatem Watykanu.
Irlandzki ksiądz piastujący dość wysokie stanowisko w Stolicy Apostolskiej, kierował tajną, dobrze prosperującą organizacją. Wraz z kilkoma głównymi pomocnikami, do których zaliczyć można Sama Derrego czy D'Arcy'ego Osborna , oraz rzeszą postronnych osób, wspierał jeńców i uchodźców wojennych, których z dnia na dzień przybywało do Rzymu coraz więcej. W swojej działalności nie ograniczał się tylko do łożenia środków finansowych potrzebującym, podopieczni mogli liczyć też na bezpieczne schronienie i stałą opiekę. Prałat zarazem starał się w swoich działaniach wykraczać poza mury miasta. Wielokrotnie udawał się na wieś, aby i tam dostarczać potrzebnych funduszy.
Aktywność monsiniora nie wszystkim jednak odpowiadała. Duchowny cały czas był obserwowany przez Herberta Kapplera, szefa rzymskiego gestapo. Niemiecki dowódca za wszelką cenę starał się złapać O'Flahertego na gorącym uczynku. W tym celu inicjował liczne zasadzki i pułapki, z których jednak kapłan wychodził bez większego szwanku. Jedyną wadą mężczyzny była łatwowierność, właśnie przez tę cechę, kilkakrotnie prawie ujawnił swoją działalność, wskutek czego mógł trafić w niemałe tarapaty. Nie da się ukryć, że Bóg miał wielebnego w swojej opiece.
Wielkoduszność Hugh'a nie znała granic. Pomagał on każdemu, bez względu na jego narodowość czy poglądy społeczne. Po zakończeniu wojny uratował on nawet rodzinę swojego niemieckiego prześladowcy. Ponadto był nadzwyczaj skromny i nigdy nie lubił przyjmować pochwał, które bez wątpienia mu się należały, ponieważ jego organizacji udało się wesprzeć łącznie ponad cztery tysiące osób.
Gallagher w swojej książce pokazuje też O'Flahertego z zupełnie innej strony. Bohater to nie tylko schematyczny kapłan, to również zapalony golfista i były bokser.
Polacy czytając tę powieść na pewno mogą czuć się nieco wzburzeni. Porównując problemy, z jakimi zmagała się ówczesna Italia, z sytuacją w naszej ojczyźnie, można stwierdzić, że Włosi nie mieli powodów do narzekań.
Książka napisana jest bardzo przystępny i ciekawy sposób, zawiera rzetelne, szczegółowe informacje z życia duchownego i jego otoczenia. Zdecydowanie nie jest to typowa, oklepana biografia, zawierająca jedynie „suche” fakty. Autor całą historię przedstawił w formie powieści, która niewątpliwie wciąga do ostatniej strony. Zwolennicy kina, mogą obejrzeć filmową wersję losów Szkarłatnego Kwiatu w reżyserii Jerrego Londona, zdecydowanie warto, ponieważ historia niezwykłego monsiniora O'Flahertego nie powinny popaść w niepamięć.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Promic:

47 komentarzy:

  1. Na pewno ciekawa, godna uwagi pozycja, ja na pewno ją zapamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje się być ciekawa, aczkolwiek ja najchętniej czytałabym tylko o przygodach współczesnych i oczywiście na faktach:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba nawet kiedyś planowałam to przeczytać. Ale i tak na razie nie mam czasu na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przepadam za literaturą wojenną, aczkolwiek ta pozycja mnie zainteresowała. Jeśli znajdę ją w bibliotece to się skuszę :3 Zapraszam na nową recenzję. Pozdrawiam! Avenix, ExtinctDreams

    OdpowiedzUsuń
  5. w wolnej chwili się za nią rozejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety nie przepadam zbytnio za książkami wojennymi. ;< A do Zakopanego musisz się wybrać, tym razem nie dualu mi się wyjechać na Gubałówkę, ale jak będę miała okazje jeszcze to z pewnością to zrobię, no i ogólnie fakt, ze do Zakopanego mam jakieś półtora godziny jazdy samochodem sprawia, ze bywam tam często, ale nie lobię gór bardziej kocham polskie morze, i chciałabym bardzo pojechać <3

    OdpowiedzUsuń
  7. ciekawa :)


    jakbyś mogła zagłosuj, wszystko na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm czasami lubię sięgnąć po takie dzieło literackie...Jak znajdę czas i książkę to nie omieszkam przeczytać =)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie przepadam za takiego typu książkami, ale bardzo dobra recenzja ! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnimi czasy coraz bardziej doceniam biografie i ich czytanie sprawia mi wiele przyjemności. Dlatego nie wykluczam "Purpury..." z planów czytelniczych. :) No i dziękuję za dodanie mojego bloga, ja Ciebie też mam w Ulubionych :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Teoretycznie nie przepadam za biografiami, ale chyba mogę zrobić wyjątek. Jak tylko odkopię się spod mojego stosu...

    OdpowiedzUsuń
  12. Aj, chyba sobie jednak daruję.

    OdpowiedzUsuń
  13. To raczej nie jest książka dla mnie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam w domu ten film, ale jeszcze go nie widziałam. W każdym razie, skoro już wiem o istnieniu książki, myślę że warto byłoby zacząć od niej;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja z początku nie byłam przekonana aby kupić to masełko, bo myślałam, co ono może z działać skoro jest z Biedronki, ale po kilku recenzjach uległam i kupiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Fascynująca okładka, ale treść jakoś mnie nie pociąga.

    PS Widzę, że zmieniłaś avatara ;) Fajny, ale poprzedni bardziej mi się podobał.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. film mogłabym obejrzeć, ale książka raczej nie dla mnie.. :)
    co do drinka, o którego pytałaś, to planowałam zrobić blue lagoon, ale brakło mi Sprita, więc dodałam kwasku cytrynowego i wody mineralnej.. :D tak że ten mój nie ma nazwy, ale blue lagoon jest pyszne, polecam!

    OdpowiedzUsuń
  18. Dość interesujące, ale jakoś na razie nie mam na nią ochoty :)

    OdpowiedzUsuń
  19. dziękuję :D
    to najnowsze to akurat autorstwa mojej koleżanki, która bawiła się moim aparatem, celując go we mnie, haha :D

    OdpowiedzUsuń
  20. uwielbiam książki o takiej własnie tematyce :)
    zapraszam na nowy post :)

    OdpowiedzUsuń
  21. jeszcze nie mialam przyjemnosci czytac Gallaghera, ale na pewno po niego siegne :) bardzo lubie literature dwudziestolecia miedzywojennego, ale powojenna ( po 1945 ) jest jednak calkiem inna... bardzo ciekawa!

    OdpowiedzUsuń
  22. Mimo bardzo pozytywnej recenzji, mam mieszane uczucia co do książki. Może kiedyś sięgnę, póki co spasuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kochana fantastyczny temat bloga - bardzo przydatny - bardzo mi sie spodobal - moze zaobserwujemy? - bedzie mi niezmiernie milo jesli sie zgodzisz - pozdrawiam pa

    OdpowiedzUsuń
  24. oo, jestem pełna podziwu że tak lubisz czytać ;)

    zapraszam do mnie, zmiana wyglądu, nagłówka.. zapraszam do ocenienia :>

    OdpowiedzUsuń
  25. od zawsze uwielbiałam literaturę wojenną. Na pracy maturalnej pisałam o motywie cierpienia. J.

    OdpowiedzUsuń
  26. Chociaż uwielbiam takie książki, do tej jakoś specjalnie mnie nie ciągnie. Swoje lektury na ten temat jak na razie ograniczam do działań związanych z Polską, no i oczywiście Holocaust.

    OdpowiedzUsuń
  27. no tak, to co napisalas jest czysta prawda, lubimy czytac, sluchac o czyims nieszczesciu .. ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. szkoda że ludzie mają taki podły charakter, mam wrażenie że widzę to zwłaszcza w Polsce, szczycimy się czyimś nieszczęściem

    OdpowiedzUsuń
  29. Lubię takie tematy i z chęcią się zapoznam, ale raczej po przeczytaniu kilku książek z problematyką Polski związanych.
    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Mamy taką cechę narodową niestety.

    OdpowiedzUsuń
  31. Na pewno ta książka jest godna przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie wydaje mi się, aby to była książka dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie wiem czemu, ale akurat ja nie lubię książek wojennych. Ta raczej również nie przypadnie mi do gustu. Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Ciekawy tytuł. Z chęcią przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  35. Niestety nie lubię takich książek :(

    OdpowiedzUsuń
  36. OI wiele lepiej się czyta niż ogląda ♥

    http://smilepleasepleease.blogspot.com/ nowy post ♥ zapraszam♥ dodaj komentarz błagam !!
    +do obserwowanych , odwdzięczę się tym samym ♥

    OdpowiedzUsuń
  37. wybacz, że dopiero odpisuję, śpiewałam "If I ain't got you" :)

    OdpowiedzUsuń
  38. jak ja bym chętnie coś przeczytała! będę miała na to czas już za 2 tygodnie;)

    OdpowiedzUsuń
  39. Zaciekawiła mnie Twoja recenzja,chyba siegne po te książke.

    OdpowiedzUsuń
  40. Zostałaś oTAGowana! informacje o zabawie znajdziesz u mnie :D

    Co do książki nie mam jeszcze przekonania.

    OdpowiedzUsuń
  41. Excellent Working Dear Friend Nice Information Share all over the world.bicycle shops near london olympic.God Bless You..
    london olympic bicycle company

    OdpowiedzUsuń
  42. bardzo dziękuję za odwiedziny naszego bloga. z wielką przyjemnością dodaję Cię do obserwowanych bo i ja, i Lona, kochamy książki. Będziemy wracać i podglądać co ciekawego na na rynku piszczy:))

    a sonisphere było naprawdę cudowne! wielkie show, świetni ludzie wkoło, i TA muzyka!

    pozdrawiam,
    lena

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz :* Na każdy postaram się odpowiedzieć :)